Jak (nie) przytyć po dziecku

Odwaliłem dużą i zaległą pracę — podliczyłem średnie wagi miesięczne od stycznia 2017 do października 2020 i wrzuciłem do excela. Komfort wykresu, poezja tabeli. Jak widać niedługo zacznę sprzedawać bilety na kurs #ChudnijZeStoikiem.

A tak na poważnie: jestem ojcem najwspanialszej trzylatki. I moje przemyślenia ws. dietetyki i sportu są takie.

1. Przytywszy (piękny imiesłów) o 15 kg w ostatnie trzy lata mam jedną, główną refleksję. Jeżeli nie zajmujesz się sportem zawodowo,  czy przynajmniej pół-zawodowo (względnie nie masz dwudziestu lat, co się nie liczy, bo ten wiek wszystko wybacza, przynajmniej w tej materii), to twoje ciało jest zapisem okoliczności twojego życia, a nie jakiejś tam „motywacji”, czy „dyscypliny”. Na tym wykresie mógłbym strzałkami sobie pozaznaczać jak przy porządnym peer review: urodziny córki — 5 kg do góry. Koniec urlopu macierzyńskiego — 5 kilo do góry. Trudna zima a zaraz po zimie covid — kolejne 5 kilo. I tak dalej. Czy byt kształtuje świadomość to się filozofowie spierają, ale niewątpliwie byt kształtuje wagę. Chęci i plany są tutaj cichymi niewolnikami tego, na co możemy sobie pozwolić.

Mówiąc krótko, nie jest żadną sztuką być szczupłym i wysportowanym jeżeli masz czas, przestrzeń, geny i możliwości, żeby pozwolić sobie na diety, ćwiczenia, biegi i wszystkie bajery. Są na to procedury, setki książek, tysiące kursów na jutubie. Nic tylko stosować. Natomiast kompletnie inną bajką jest umieć zrobić cokolwiek w sytuacji gdy masz pracę, rodzinę, projekty, tysiąc rzeczy na głowie. I jeszcze covida dokoła.

2. Jest takie fascynujące zjawisko, którego nazwy nie znam, a które polega na tym, że z biegiem życia przesuwa się — by tak rzec — związek między wagą fizyczną a optyczną. Przy tej samej liczbie kilogramów wyglądamyz wiekiem coraz lepiej. Ma to swoje plusy dodatnie i ujemne.

Plus głęboko ujemny jest oczywiście taki, że z wiekiem coraz trudniej jest chudnąć w sensie bezwzględnym, tj. schodzić do niskich kilogramaży. Latem 2004 roku waga potrafiła mi wskazać 69.9 kg, latem 2017 roku ważyłem stabilne 75 kg z groszami i obie te cyfry są z dzisiejszej perspektywy kompletnie nierealne i pewnie już nigdy realne nie będą. To nie jest zaskakujące: im człowiek jest starszy, tym trudniej zbić wagę.

Jest też nieoczywisty plus: przy stałej wadze coraz lepiej wyglądamy z wiekiem. Na własnym przykładzie: ważąc 90+ w wieku 27 lat wyglądałem ewidentnie grubo, okrąglutko. W wieku lat 37 ważę tyle samo, ale wyglądam znacznie lepiej. Oczywiście nie jak Lewandowski, ale ta sama waga, która oznaczała dramat dekadę temu, dzisiaj już dramatu nie oznacza. (Nie mówiąc już o tym — think about it — że Lewandowski będzie już raczej wyglądał tylko gorzej, a ja — i każdy z nas! — cały czas mam szansę wyglądać coraz lepiej.)

To samo działa w drugą stronę. W wieku 29 lat ważyłem 76-77 kg (i to mieszkając w Stanach, na tamtejszym żarciu) — czy gdybym dzisiaj ważył tak samo, to wyglądałbym tak jak wtedy? Absolutnie nie. Wyglądałbym na patologicznie wychudzonego. I to jest jakoś optymistyczne: z wiekiem nie trzeba już schodzić z wagą tak nisko, żeby wyglądać sensownie. 90 to nowe 80, te sprawy. Jeżeli ktoś z Was orientuje się bardziej naukowo jak to wygląda, to chętnie się dowiem więcej.

3. Nie będzie to wielkie zaskoczenie, ale najgorsza dla trzymania wagi jest polska pora monsunowa, czyli miesiące ciemno-jesienno-zimowe. Mnie to dopada różnie, czasem już w listopadzie, czasem dopiero w styczniu. Bywało tak, że właśnie styczeń mnie pokonał. Może to nie jest bez sensu, że właśnie na trzeci poniedziałek stycznia wyznaczono #BlueMonday, ten punkt, w którym biorytmy całej ludzkości solidarnie przechodzą przez nadir. Paradoksalnie, w okresie świątecznym czasem łatwiej się zmobilizować, bo z góry wiemy, że wisi nad nami zagrożenie przejadaniem się i ogólną drętwotą ciała i ducha. Rozsypka lubi przyjść właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że najgroźniejsze minęło i pozwalamy sobie na rozprężenie. Nie jest tak trudno skupić się wtedy, kiedy wiemy, że się trzeba skupić. Dużo trudniej jest utrzymać skupienie na dłużej. I oczywiście nie mówimy tutaj tylko o wadze i sporcie.

4. Tyle znaków natłukłszy przedstawię może wreszcie na czym w ogóle polega mój system (prób) trzymania wagi. Procedura, opracowana po latach prób i błędów (głównie błędów),  jest taka, że wbrew zaleceniom teorii ważę się codziennie, ale nie archiwizuję tych wag dziennych na zawsze, tylko po zakończonym miesiącu podliczam średnią i później ją wpisuję do excela. Co zgadza się też z doktryną opisaną tutaj, że danych w aplikacji nie ma co trzymać latami. Po miesiącu opróżniam apkę i trzymam tylko te średnie miesięczne, co absolutnie wystarcza, żeby wiedzieć jak w przebiegu lat i dekad ta waga się kształtuje. Bo też to właśnie mnie interesuje, długofalowo, a nie jakieś odchyłki z dnia na dzień.

Samo ważenie się codziennie rano nie jest jakieś mega trudne, jak już wejdzie w zwyczaj. To jednak zajmuje minutę dziennie. Jak jestem w domu to nigdy nie odpuszczam (a za covidu prawie zawsze jestem w domu), jak wyjeżdżam na 3-4 dni to odpuszczam, a jak na dłużej to biorę te wagę ze sobą — waga waży kilogram, a przy dziecku dziesięć kilo wte czy wewte niknie w rachunku.

Oczywiście, niektórzy powiedzą, że takie śledzenie wagi to jest patologia. Może jest. Jednak bez trzymania ręki na pulsie nie mamy oglądu sytuacji i nie wiemy dokąd idziemy. Zaletą takiej skrupulatności — zapisywania wagi w ogóle, niekoniecznie nawet w tym systemie — jest to, że stale mamy przed oczami smutną a trudną prawdę dietetyki i życia ludzkiego w ogóle, mianowicie, że o błędy i obsuwy jest bardzo łatwo, a odrobienie ich kosztuje mnóstwo pracy i ciągnie się bardzo długo. Przykład konkretny: w półroczu między grudniem 2019 r., a majem 2020 r. przytyłem o 5.73 kilograma. W wartościach absolutnych to nie jest nawet aż tak dużo, bo to jest „ledwie” kilogram miesięcznie, ale — i w tym tkwi diabeł — wiem z góry, że odrobienie tego to jest zadanie na kilka lat. Tia…

5. I jeszcze słowo na obronę tego konkretnego systemu, tego patrzenia na wagi miesięczne. Powiedziałem, że jest to wygodne, jeśli interesuje nas spojrzenie długofalowe. Ale prawda jest taka, że ta soczewka comiesięcznego podsumowania daje nam wgląd w oba wymiary, ten codzienny i ten dalekowzroczny. I to jest właśnie w nim świetnie. Fajnie się tu łączy Cząstka z Całością. Byłem przeziębiony na początku listopada, wybiło mnie to nieźle z rytmu, a na dodatek podjadałem bez sensu „awaryjne” czekolady kupione na wypadek lockdownu. I to natychmiast było widać na wadze. Miesiąc to przedział całkowania tak dobrany, że łączy się i z poszczególnymi dniami i — z drugiej strony — z wykresem na lata. Widzę jak pojedyncze dni na niego rzutują, i dalej, za jego pośrednictwem, jak zjedzenie tej nieszczęsnej tabliczki czekolady może popsuć bilans lat dwudziestych XXI wieku. Jest to naprawdę znakomita matryca, żeby z wąziutkiego punktu na osi czasu mieć wzgląd na Całość.

To tyle. Jak zwykle jestem ciekaw Waszych opinii, przemyśleń, rad. Wrócimy na pewno do tego cielesnego-niecielesnego tematu najdalej za kilka miesięcy. Mam nadzieję, że nie będę wtedy o kolejne kilka kilogramów grubszy.

PS. Dzisiejszy tekst jest w zasadzie kontynuacją podsumowania sezonu 2017 r., bardzo dobrego sezonu. Dzisiaj wątek cielesno-sportowy wraca w perspektywie wyników znacznie słabszych. I to też jest ważne, obie strony tego medalu.

rysunek pióra, towarzyszący zapisowi na stoicki newsletter

Podobają Ci się moje teksty? Pozwól, że będę pisał do Ciebie częściej — zapraszam na maila!

  1. Bardzo trafne ujęcie, że ciało jest zapisem okoliczności twojego życia, a nie tylko „motywacji”, czy „dyscypliny”. Czasem nie ma miejsca na pilnowanie motywacji i dyscypliny w tej kwestii, gdy są ważniejsze kwestie…Zostaje próbować metody małych kroków, czyli szukać przestrzeni na drobne elementy tej dyscypliny, czyli np. 15 min aktywności fizycznej codziennie. Gdy wyrobi się nawyk, a ciało i umysł przyzwyczai do zdrowego nawyku, łatwiej będzie zwiększyć jego czas i intensywność. Dopiero solidna regularność daje efekty, co widzę u mojej siostry, jednak sama przyznaje, że na to konto mniej pilnuje innych spraw….

  2. dziękując za książkę

    Piszę, bo bardzo podoba mi się „21 polskich grzechów głównych” i stąd właśnie dotarłem do bloga. Reaguję na słowa Autora: „Jak zwykle jestem ciekaw Waszych opinii, przemyśleń, rad.” OK. Otóż to jest mit, że aby być szczupłym trzeba stale ćwiczyć i biegać. Został upowszechniony w wyniku usilnej propagandy koncernów spożywczych, zaniepokojonych wynikami komisji senatu USA pod przewodnictwem George McGovern’a. Świetnie o tym w książce: David Servan-Schreiber, MD, PhD „Anty rak nowy styl życia”, a od słów „W 1977 roku towarzyszyłem mojemu ojcu w czasie spotkania z senatorem McGovernem w jego waszyngtońskim biurze.” Naprawdę decyduje głównie dieta (co proste do zmiany materialnie, choć trudne psychicznie) oraz stan tzw. bakterii jelitowych. Doskonale i szeroko o tym w nieprzetłumaczonej na polski książce Michael Greger MD „How Not to Diet” (2019) a po polsku np. w książce red. Anny Augustyn-Protas i dr med Tadeusza Oleszczuka: „Czego ci nie powie…” (2020). Kto chce uwierzy i pójdzie TYM tropem, kto nie chce pozostanie nadal ze słowami: „Niestety muszę tyć, bo nie wylewam siódmych potów”. :))

  3. zamiast posłania e-maila

    To nie jest wpis do opublikowania na blogu, a jak e-mail (nie znam adresu).
    ——-
    Po świetnej książce „21 polskich grzechów głównych”, czytam m.in. „Nigdy nie jesteś sam, cz. I” i te teksty dają pożywkę do przemyśleń.
    Gdy mój wpis nt. szczupłości się pokazał, czyli blog jest aktualny, to po tekście z adresem dla wpisów w nieznanych miejscach, dopisuję więcej.
    Aby Autor miał dużo sił twórczych, a ja bym wtedy mógł czytać powstałe teksty, mam wynikającą z wpisu propozycję.
    Mogę przesłać w plikach PDF na adres elektroniczny trzy wspomniane książki dla oceny trafności wpisu i jak wobec tego można postępować. To:
    David Servan-Schreiber MD PhD „Anty rak nowy styl życia”
    Michael Greger MD „How Not to Diet”
    Anna Augustyn-Protas i dr n. med Tadeusz Oleszczuk: „Czego ci nie powie…”

    Autorzy to doświadczeni lekarze, dwóch z doktoratami z medycyny. Gdzie dr_n._med nawet mniej ważne, a praktyka. Dwie pierwsze to światowe bestsellery, a książka dr Gregera ma w tekście 4982 powołania na artykuły naukowe, co unikalne (a łatwa do czytania).
    Nie jest bowiem, że szczupłość i to co się je, ma wpływ tylko na wygląd. Tak bardziej, gdy ma się wspomniane 27 lat, potem coraz więcej ma wpływu na zdrowie (obecne i kumulująco na przyszłe lata) czyli i na aktywność i kreatywność.
    Pozdrawiam
    P.S. To nie jest wpis do opublikowania na blogu.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry