3 X TAK

>>> Zanim zaczniesz czytać: zapisz się na mój mailing! Stoicki głos w Twoim domu… a przynajmniej w Twojej skrzynce pocztowej! TUTAJ <<<

Pamiętacie ze szkoły wiersz „Bagnet na broń”, ten Broniewskiego, ten z 1939 roku? Że kiedy przyjdą podpalić dom, w którym mieszkasz i tak dalej? Mi się znowu niedawno przypomniał.

Póki co Polski nikt nie podpala i raczej nie podpali. Niemniej, warto przypomnieć sobie „Bagnet…”:

Są w oj­czyź­nie ra­chun­ki krzywd,
obca dłoń ich też nie prze­kre­śli,
ale krwi nie od­mó­wi nikt:
wy­są­czy­my ją z pier­si i z pie­śni.

Chciałoby się znowu podnieść rękę i spytać: proszę pani, ale o co w tym chodzi?

Ale już tak naprawdę, nie z poziomu szkolnej ławki.

A więc wyjaśnimy sobie.

Patriotyzm to my

W szkole uczono nas, że patriotyzm to miłość ojczyzny, hymn, flaga, i tak dalej. Niby prawda, ale prawda wyjęta z głębokiego XX wieku, jeśli nie z XIX. Jak tutaj się updejtować?

Przykra prawda jest taka, że my, Polki i Polacy, lubimy się gwałtownie kłócić, a potem wszystko puszczać w niepamięć wobec wroga zewnętrznego. To znana dynamika, powtarza się przez historię. Tylko że skakanie między tymi skrajnościami jest błędem.

Owo „ale” na początku trzeciego wersu u Broniewskiego nie skreśla „rachunków krzywd”, które były wcześniej. Wspólny front w jednej sprawie i różnice w drugiej nie unieważniają się wzajemnie. Żyjemy w demokracji w XXI wieku. Musimy oduczyć się myślenia, że treścią wspólnego głosu jest zapomnienie o różnicach. Jest dokładnie odwrotnie. Siłą wspólnego głosu jest różnorodność głosów poszczególnych.

W szkole uczono nas, że „Bagnet na broń” mówi, że trzeba bronić Polski. Ale Broniewski jest tu znacznie subtelniejszy niż chciałaby pani od polskiego. Jasno jest tam przecież

powiedziane, że nie mamy udawać, że nie ma między nami różnic, tylko mamy wspólnie działać pomimo nich.

A więc co miałoby znaczyć to „bronić Polski”? I czym tak naprawdę ta Polska jest? Otóż nie jest żadną abstrakcją, która unieważnia różnice i spory. Jest przestrzenią, w której te różnice i spory są w ogóle możliwe. Obrona kraju to nie jest udawanie, że wszyscy jesteśmy tacy sami. To jest obrona przestrzeni, w której możemy się różnić.

Bo alternatywa jest taka, że przyjdzie rosyjski żołnierz, nazwie nas wszystkich faszystami i zabije.

Uczono nas w szkole, że patriotyzm to pozytywny stosunek do własnego kraju. Bo ja wiem… Jako autor „21 polskich grzechów głównych” wypowiadałem mnóstwo słów krytycznych — czy to znaczy, że nie jestem patriotą? Myślę, że nie znaczy. Patriotyzm to nie jest żadna ogólnikowa „miłość do kraju”, czy jego bezkrytyczna chwalba. Patriotyzm to po prostu przestrzeń, w której możemy o własnym kraju mówić i go tworzyć, w tym krytykować.

I to przekonanie jest całkiem praktyczne. Bo alternatywę opisałem wyżej i oglądamy ją co dzień na Ukrainie.

Zachód to my

Państwo polskie — wpięte w systemy UE i NATO — jest więc przestrzenią naszego działania, w której możemy żyć, działać, kłócić się, starać się coś zmienić. Czy ma się ono nam z założenia podobać? Nie. Czy mamy uważać, że wszystko jest w nim idealne? Absolutnie nie.

Ale to właśnie tutaj, w Polsce, w UE/NATO i na Zachodzie jest przestrzeń, w której możemy to uważać. To tu możesz myśleć, to tutaj możesz się nie zgadzać. To tutaj możesz napisać do posła z pomysłem albo z przekleństwami. Każdy nieoczekiwany zwrot podatku i każde nieoczekiwane wezwanie do skarbówki, każdy plan i każde marzenie, każdy kompromis i każde negocjacje, każda akumulacja kapitału i każda jego redystrybucja, każde wygrane i każde przegrane głosowanie, każdy wkurw na nielubianego polityka i każdy mem o prezydencie [LINK DO ALLISANDRE] są tutaj i są możliwe tylko tutaj. Tylko tutaj jesteśmy u siebie, tylko tu jest jedyna rzeczywistość, na jaką możemy mieć wpływ. Alternatywa jest taka, że nie będzie żadnej rozmowy, niczego nie będzie. Alternatywą jest wywózka w głąb Rosji, bomba z zrzucona na szpital, albo po prostu kula w potylice, jak w Buczy, Irpieniu czy Izumie.

Nie ma innej drogi dla Rzeczpospolitej Polskiej niż dalsza integracja z szeroko rozumianą cywilizacją zachodnią — choć o szczegóły można i należy się spierać. Tylko uwaga: we frazie „można i należy się spierać” nie chodzi o to, że mamy się spierać z nimi. Bo tutaj już nie ma żadnych „onych”. Zachód i UE to nie są już „oni”. To jesteśmy my. To jest ten update myślenia, który trzeba zrobić, a który do paru geriatrycznych głów politycznych się jeszcze nie przebił. To my jesteśmy Zachodem, to my jesteśmy Unią Europejską. Nie mamy już na kogo zrzucać odpowiedzialności, najwyżej sami na siebie. To na nas teraz przyszła pora, żeby wspólnie rozkminiać dalszy los człowieka, świata, planety.

Państwo to my

A więc Unia, Zachód i państwo polskie — to nie są już jakieś tajemnicze, masońskie spiski. Albo, jeśli wolicie, dzisiaj to my jesteśmy tymi masonami. Do tego trzeba się updejtować, do tego trzeba wreszcie dorosnąć.

Skończyły się pokolenia podległości jak trafnie napisał Kuisz. Skończyło się myślenie, że państwo to jakaś półmagiczna-półboska siła na zamku w Krakowie czy w pałacu w Warszawie. Tego już dawno nie ma, są za to nowi ludzi, urodzeni w nowym świecie i w nowym tysiącleciu.

Jest abstrakcja, a więc jest i przykład, bardzo proszę. 17 września br. otwarto przekop łączący Mierzeję Wiślaną z Morzem Bałtyckim. Innymi słowy, 77 lat po ustaleniu granic w Jałcie dokonaliśmy wreszcie ostatecznej integracji Prus Wschodnich z Polską. Celowo używam tego przykładu, bo wiem, że jest kontrowersyjny. Ja akurat popieram przekop, choćby dlatego, że spędziłem młodość pod żaglem, pływałem po Zalewie jeszcze w 2000 r. i widziałem jak bardzo ten przekop się przyda. Trudno mi myśleć inaczej, choć rozumiem, że można myśleć inaczej.

I teraz uwaga. Wiele osób nazywa przekop Mierzei projektem „PiS-owskim”. Co więcej, wielu tylko z tego powodu go krytykuje. I tak jak krytykować jest sens, tak nie ma sensu robić tego z automatu.

Bo widzicie, to nie jest tak, że to PiS przekopał Mierzeję Wiślaną. To naprawdę nie jest tak, że skarbnik Prawa i Sprawiedliwości zrobił przelew, po czym koparki z oznaczeniem PiS-BUD wjechały na budowę. To nie PiS przekopał Mierzeję. To państwo polskie ją przekopało.

I nie za pieniądze partyjne, tylko za pieniądze państwowe. Z naszych PIT-ów, z akcyzy na winie, z VAT-u na zamku Elsy dla córki.

Prawda jest taka, że w ostatnich latach wpędziliśmy się nieco w myślową aberrację. Przyzwyczailiśmy się, że krytyka pomysłów i przedsięwzięć nie jest merytoryczna, nie musi niczego wnosić, czy w ogóle nawet dotyczyć czegokolwiek konkretnego. Wystarczy powiedzieć, że zdecydowała partia X lub Y. Przestaliśmy odróżniać projekty państwowe od partyjnych, a urzędy od osób je obejmujących.

Takie myślenie to pełzający obłęd, tak nie da się funkcjonować. Tak można żyć w jaskini, albo w Rosji, ale nie w cywilizowanym kraju.

Ale również i pod tym względem Władimir Putin wybudził nas ze snu rankiem 24 lutego.

Państwo polskie nie jest już wydmuszką. Nie jest już obcym tworem, ani darmowym zasobem kolonizowanym przez spartyjniałych politykierów. To my jesteśmy tym państwem. To my jesteśmy Zachodem, to my jesteśmy Unią, to my jesteśmy Polską — to jest jedyna rzeczywistość, którą możemy i powinniśmy wziąć ręce. Innej nie będzie.

I innej alternatywy, niż ta wspomniana wyżej, też nie.

*

rysunek pióra, towarzyszący zapisowi na stoicki newsletter

Podobają Ci się moje teksty? Pozwól, że będę pisał do Ciebie częściej — zapraszam na maila!

Przewiń do góry